Literatura polska, Powieści historyczne

Polska literatura prozatorska ma się dobrze, jak chyba jeszcze nigdy. Przez długi czas przywyknąć można było do malkontentów narzekających nieustannie na opłakany stan polskiej literatury, jak też i samego czytelnictwa. Zapewne w jakiś sposób uderzali oni we właściwe tony i opinie te nie były pozbawione prawdy. Jednak trend obserwowany ostatnimi laty zdaje się stwarzać wrażenie wręcz odwrotne. Szczególnie sukcesy świętują tacy autorzy jak:

– Szczepan Twardoch

– Jakub Żulczyk

– Łukasz Orbitowski

Co zaś cieszy, to to, że ich sukces staje się globalny. Nie tylko już polskie księgarnie uginają swe najwyższe półki pod ciężarem ich opasłych tomów, ale także poza Polską stają się oni rozpoznawalni i doceniani. Do grona tego dumnie wkracza kobieta, doskonała pisarka Magdalena Witkiewicz. Mowa tu w szczególności o jej najnowszym dziele, które pracuje na miano jej magnum opus. Tytuł może brzmieć znajomo dla wielu z nas, a jest to Jeszcze się kiedyś spotkamy. Jest to powieść odnosząca coraz szerszy i zasłużony w pełni sukces, która za parę lat może trafić do literackiego kanonu XXI wieku. Czy zasłużenie? Przekonajmy się.

Górna półka

Wiele osób wymieniając zalety tegoż dzieła stawia na jego epickość. Autorka dotychczas specjalizująca się w zwyczajowej prozie życia, teraz dostarczyła studium głębokiego uczucia, które ma miejsce na tle tragicznych wydarzeń wojennych. TO wszystko narzuca mocno nastrój. Książka porusza się umiejętnie na pograniczu literatury faktu, dramatu, ale też romansu. Bowiem „Jeszcze się kiedyś spotkamy” mówi właśnie głównie o miłości. Tej tragicznej, ciężkiej, ale przez to pięknej. Każda strona rozbudza ciekawość, ale tym co Witkiewicz udało się najlepiej jest zgłębienie natury ludzkiej i psychologii, która targa losami jednostek. Wiele wątków przez niej poruszanych, nie tylko bawi i zwiększa literacki apetyt, ale po pierwsze pomaga zrozumieć wiele rzeczy. Uczy i pokazuje, że świat nie zawsze jest taki jak wydaje się na pierwszy rzut oka i z pozoru. To właśnie siła tej pozycji, która pojawiła się na rynku zaledwie w tym połowie tego roku.

Idealny zakup

„Jeszcze się kiedyś spotkamy” sprawdzi się idealnie jako urodzinowy prezent. Z pewnością nikt też nie pożałuje jeśli zakupi ową powieść dla samego siebie. Na półce prezentuje się perfekcyjnie, ale to co ważniejsze to w środku. Jej zawartość, fabuła oraz mnogość i bogactwo historii zapisanych na papierze pozostają na długo w pamięci i sercu. Książka Magdaleny Witkiewicz jest jedną z tych, do których warto będzie wracać po latach i nigdy nie wyląduje na półce z niedoczytanymi i zapomnianymi dziełami.

Powieści historyczne

Powieści dalej są niekwestionowanym królem literatury. Przynajmniej jeśli chodzi o poczytność i częstotliwość sięgania po nie przez czytelników. Mimo oczywistych walorów artystycznych poezji, naukowych opracowań, czy prac o podniosłym charakterze, to właśnie fabularyzowane treści pisane są tym, co najbardziej pociąga ludzi. Nic dziwnego, zapewniają one rozrywkę, skutecznie zabijają czas i dają dużo wytchnienia wraz z relaksem. Pytanie jednak czemu wciąż sięgamy po takie książki, które na pozór nie mają niczego wspólnego ze skutecznym odprężeniem? Po dzieła pełne suspensu, tajemnic, grozy a nawet śmierci. Taki jest „Anioł z Auschwitz” wychodzący spod pióra Dempseya Eoina, który z pewnością nie zostawi nikogo obojętnym ani znudzonym.

Ciągłe napięcie

Takie coś jako pierwsze kojarzy się, gdy rozważymy historię irlandzkiego prozaika. Jego fabuła skupia się na dwójce osób, których rozdziela traumatyczne wydarzenie drugiej wojny światowej. Mimo czasów grozy i dziejącego się wokół dramatu ludzkiego, główni protagoniści złączeni są miłością. To właśnie dla niej, dla jej przetrwania zmuszeni oboje są do podejmowania trudnych, często niemalże niewykonalnych zadań i decyzji, które podważają ich człowieczeństwo. To właśnie Christopher, postać pierwszoplanowa staje się tytułowym aniołem z Auschwitz. Im więcej czytelnik poznaje jego losów, tym bardziej jest w stanie zrozumieć jego zachowanie. Mimo tego jednak poczucie zagrożenia, poddenerwowania i strachu rośnie z każdą stroną i każdym przeczytanym rozdziałem. To niezaprzeczalna zasługa Dempseya, którego warsztat literacki jest główną zaletą książki. Dialogi, które tworzy oraz zarysy osobowości są tak plastyczne, że zdają się wyjęte z prawdziwego życia. To ogromna zaleta tego dzieła.

Tło historyczne

Tym, co w główny sposób sprawia, że „Anioł z Auschwitz” jest książką do bólu autentyczną jest otoczenie fabuły. Mimo upływu lat, autor dokonał tytanicznej pracy zbierając materiały na temat Oświęcimia z czasów wojny. Stworzony literacko przez niego obóz jest miejscem okrutnym, strasznym i przeraźliwie prawdziwym. To ogromna sztuka, którą udało osiągnąć się autorowi. Dzięki temu cały świat przedstawiony, który staje się tłem losów Christophera i Rebekki jest bliski temu, co znamy z podań historycznych. Jesteśmy w stanie uzmysłowić sobie jak wielka była skala cierpienia w czasie tych dramatycznych wydarzeń. Eoin Dempsey błyskotliwie acz niepretensjonalnie pobudza czytelnika do zrozumienia tych czasów, a co więcej dostarcza wartką fabułę z interesującymi zwrotami akcji, która nie pozwala choćby na chwilę oderwać się od lektury.

Romans

Gdy w grę wchodzą intensywne uczucia, takie jak miłość, zazdrość i gniew, życie i dokonanie właściwych wyborów stają się nie lata wyzwaniem. Przekonujemy się o tym w III tomie serii Willa pod Kasztanem – Na strunach światła, której autorką jest Krystyna Mirek. To kolejna powieść, które idealnie sprawdza się jako lektura na długi wieczór.

Miłość płata figle

Każdy z nas wie, że miłość niejedno ma oblicze. Potrafi uskrzydlać i jednocześnie niezwykle ranić. Szukamy partnera, z którym moglibyśmy spędzić resztę swojego życia. I gdy wydaje się nam, że wszystko idealnie się układa pojawia się człowiek, który burzy nasz pozorny spokój i ład. O przewrotności losu i trudach w zbudowaniu silnej, pewnej siebie relacji z drugim człowiekiem dowiadujemy się w najnowszej książce Katarzyny Mirek Na strunach światła. Jej bohaterowie cierpią, przeżywają zawahania i rozczarowania. Gdy wiosna się rozwija i wszystko kwitnie, w ludziach odzywają się dawne krzywdy, utajone rany i nieprzebaczone winy. Przeszłość potrafi bardzo dotkliwie nas zranić. I zostawia ślad na resztę naszego życia. W utworze pojawia się kobieta, które bezwzględnie walczy o swoje racje i próbuje dopiąć swego. Czy uda się jej pogodzić z losem i odkryje wreszcie spokój i ukojenie?

Trudne relacje

Wielkim cudem jest fakt, że na świecie spotykają się dwie osoby, które jednocześnie się sobą fascynują, zakochują i postanawiają się złączyć. Dzięki temu powstaje szczęśliwa i trwała rodzina. Niestety nie każdy ma taką możliwość. Czytając Na strunach światła stajemy się obserwatorami przyjaźni, która nie potrafi przerodzić się w szczere i prawdziwe uczucie. I jednocześnie widzimy, jak kwitnie miłość całkowicie zakazana. Czy wszyscy bohaterowie odnajdą w końcu właściwą drogę, ukoją rozedrgane serca i znajdą swoje miejsce na świecie? Czy klimatyczna kuchnia w Willi pod Kasztanem wpłynie na ich postępowanie i pozwoli wszystkim się pogodzić? Aby poznać odpowiedź na te i wiele innych pytań musisz sięgnąć po książkę. To wyjątkowa opowieść o sile miłości, która jest motorem napędowym wszystkich ludzkich działań. I choć niejeden z nas zarzeka się, że uczucia nie powinny nami rządzić, to tak naprawdę wszystko opiera się na relacjach, które tworzymy z drugim człowiekiem.

Książka na wieczór

Na strunach światła jest ciekawą i wartą uwagi powieścią, która wciąga czytelnika w swój klimatyczny świat. Każe się zatrzymać i zastanowić nad relacjami, jakie my sami tworzymy z najbliższymi nam ludźmi. To wyjątkowe historie, które łączy jedno –  pragnienie szczerej miłości, niepodzielnej i trwałej, która będzie nas scalać przez resztę życia i nie pozwoli nikomu się w nią wedrzeć.